Katastrofa

W niedzielę 1 listopada Learjet 60 wystartował z Austin w Teksasie około godziny 10:37, kierując się na lotnisko North Eleuthera na Bahamach. Około godziny 12:50 czasu lokalnego maszyna uderzyła dziobem w ziemię przy wjeździe na teren osiedla domów mobilnych w hrabstwie Palm Beach na Florydzie, pozostawiając duży krater na drodze i wywołując pożar. Śledczy potwierdzili, że wszystkie dziewięć osób na pokładzie zginęło: siedmiu pasażerów i dwóch członków załogi. Krewni zidentyfikowali pasażerów jako 44-letniego przedsiębiorcę z branży technologicznej z Austin, jego żonę (ceramika), dwoje ich małych dzieci, parę przyjaciół rodziny oraz nianię. 55-letni pilot został zidentyfikowany przez swojego byłego pracodawcę, firmę czarterową East Coast Jets z Pensylwanii, a drugim pilotem była 20-letnia kobieta.

Osoby na pokładzie Learjeta 60 według roli (osoby)
Pasażerowie7Załoga2
Kluczowe momenty katastrofy Learjeta 60 i śledztwa
  1. Learjet 60 startuje z Austin w Teksasie w kierunku Bahamów
  2. Odrzutowiec uderza dziobem w drogę w hrabstwie Palm Beach
  3. Śledczy odzyskują większość lewego steru wysokości w trzech częściach
  4. NTSB informuje, że ster oddzielił się w locie, a śledztwo jest na wczesnym etapie

Fragment ogona znaleziony z dala od miejsca uderzenia

Śledczy odzyskali większość lewego steru wysokości, czyli powierzchni sterowej ogona odpowiadającej za pochylenie nosa maszyny, w trzech częściach w poniedziałek 2 listopada. Elementy leżały w odległości od 1,3 do 3,8 mili od krateru, co według członka zarządu NTSB Toma Chapmana wskazuje, że część oddzieliła się w locie. Chapman przekazał na konferencji prasowej w West Palm Beach we wtorek 3 listopada, że wrak został również poważnie uszkodzony przez siłę uderzenia.

Wiedza o tym, że ten element został utracony, jest bardzo ważnym dowodem, który kieruje naszą uwagę na inne kwestie wymagające zbadania.

— Tom Chapman

Śledczy nie ustalili jeszcze, czy utrata steru wysokości przyczyniła się do utraty kontroli nad maszyną, czy też siły działające na samolot spowodowały jego oderwanie. Chapman dodał, że część mogła nie być skuteczna przy prędkości, z jaką poruszał się odrzutowiec. Śledztwo jest na wczesnym etapie.

Lot w burzę

Nagrania z rejestratora rozmów w kokpicie uchwyciły głos zgłaszający umiarkowane turbulencje i walkę załogi z oblodzeniem, a następnie komunikat o narastających opadach i konieczności wznoszenia. Transmisje drugiego pilota opisywały zniżanie z prędkością 8000 stóp na minutę, a następnie 10 000, po czym ogłoszono stan zagrożenia z powodu przekroczenia prędkości przy zniżaniu 20 000 stóp na minutę. W niedzielne popołudnie nad hrabstwem Palm Beach przechodziły silne burze, a śledczy federalni badają, czy pogoda odegrała rolę w katastrofie. Justin Crabbe, szef firmy czarterowej Jettly, której platforma oferowała lot, powiedział "New York Post", że podejrzewa błąd ludzki i decyzję załogi o wlocie w burzę. Stwierdził, że samolot prawdopodobnie przeciągnął po oblodzeniu skrzydeł, a próba podniesienia nosa mogła pogorszyć sytuację. Przyczyny decyzji załogi o locie przez burzę pozostają niejasne.

Krater, ewakuacja i dalsze kroki

Większość wraku pozostaje w kraterze, do którego śledczy nie mieli dotąd dostępu. Liczą na wejście na miejsce w środę 4 listopada, gdy ekipy techniczne zakończą usuwanie wody i szczątków. W poniedziałek, podczas ulewnych deszczy, ekipy wypompowały wodę z krateru, a uderzenie uszkodziło główny wodociąg. W niedzielę od 400 do 600 osób przewieziono autobusami do schroniska w centrum społeczności, a w poniedziałek pozostało tam około 40 osób, z których większość zatrzymała się u przyjaciół lub krewnych. Dwa domy mobilne stały zaledwie kilka kroków od miejsca uderzenia, a szczątki uderzyły w ich dachy, jednak żaden nie został trafiony bezpośrednio. Komisarz hrabstwa Palm Beach Joel Flores nazwał brak innych ofiar „cudem”. Jeden kierowca, który właśnie opuścił ten obszar, był leczony z powodu drobnych obrażeń po wystrzeleniu poduszek powietrznych.

Chapman zaapelował do każdego, kto znajdzie części wyglądające na pochodzące z samolotu, aby ich nie dotykał i skontaktował się z NTSB lub lokalnymi władzami. Pytany o kolejną fazę śledztwa, powiedział:

Jeszcze tego nie wiemy, więc potrzeba więcej analiz.

— Tom Chapman